Nie wiem, czemu, ale dziś wzięło mnie na rysowanie lwów. Oto mój rysunek (robiłam w paincie):
To są Skaza i Shiru o zachodzie słońca. Wiem, że Shiru ma trochę inne kolory, ale nie chciało mi się dorabiać kolorów. Oceniajcie od 0 - 10. Wystawiam go też na konkurs balonowej_56. Pozdrawia was wasza Hasara!
poniedziałek, 2 lipca 2012
niedziela, 1 lipca 2012
Rozdział III - Ceremonia Zaręczyn
Minęło kilka dni od narodzin lwiątek. Ich rodzice byli bardzo szczęśliwi (no, można powiedzieć prawie, bo Egar wolał mieć syna, ale przyzwyczaił się do córki). Nehbu, razem z Miriabi i małym Mohatu, leżał w chłodnej jaskini, na dworze był z kolei bardzo ciepło. Rodzice ciągle nie mogli nacieszyć się maluchem. Ale Miriabi zauważyła, że jej mąż jest jakiś zaniepokojony.
-Eeee, Nehbu?- zaczęła powoli lwica.
-Hmmm?- mruknął pod nosem lew.
-Widzę, że coś cię trapi... Więc o co chodzi?
-Myślę tak sobie o mojej siostrze Mii... ona ma taką ładną córkeczkę...- westchnął król.
-I co z tego?!- prychnęła z drobną ironią w głosie.
-To jest... cóż... ja bym po prostu chciał, żeby Mohatu, miał za żonę Dalię. - powiedział. Miriabi skwasiła minę. Wiedziała, że dla jej syna byłoby najlepiej znaleźć przyszłą małżonkę jak najszybciej, ale po prostu nie ufała za bardzo Mii. W ogóle jej nie lubiła. Ale w ten sposób nie chciała ranić Nehbu, więc się zgodziła. Trzeba jeszcze było ustalić to z Mią. Zielonooki lew zabrał małżonkę i kilka lwic ze sobą, a Mohatu został pod opieką Xyleny. Natomiast lwy ruszyły do Stada Ciemności. Tereny które wybrało sobie to stado były urodzajne i żyzne. Pierwsze kogo spotkali to właśnie Mię. Przywódczyni Stada Ciemności zdziwiła sie na ich widok.
-Witaj, bracie.- syknęła z arogancją.- Czego tutaj szukasz?
-Urodził nam się syn.- powiedział Nehbu z powagą.- Wiemy, że tobie urodziła się córka. Chcielibyśmy, żeby zostali zaręczeni.
-To byłby dla mnie i dla mojego stada wielki zaszczyt.- odpowiedziała Mia z drobnym rumieńcem. - Chętnie się na to zgodzę.
-Dobrze. A więc niech ceremonia odbędzie się jutro pod drzewem rajskich kwiatów. Najlepiej w samo południe.- rzekł lew. Pożegnał się z siostrą i wrócił do jaskini. Lecz Miriabi nadal nie wiedziała czy to dobry pomysł. Ale decyzji cofnąć już nie można było. Nazajutrz, w południe, zgodnie z umową Lwie Stado ruszyło na tereny Stada Ciemności. Pod drzewem rajskich kwiatów stała Mia, a za nią Tavo i reszta stada. Brązowa lwica siedziała przy szerokim głazie na którym położyła Dalię. Nehbu westchnął i podszedł do siostry, zostawiając za sobą stado i małżonkę. Przed córką Mii, położył Mohatu. Ta uśmiechnęła się do lewka przyjacielsko, lecz ten zrobił tylko zdziwioną minkę.
-Uroczyście ogłaszam, że Ceremonia Zaręczyn została otwarta!- przemówił władca Lwiego Stada.- Czas na złożenie tradycyjnej lwiej przysięgi.- po czym, położył łapę na sercu. Mia zrobiła to samo. Przysięga ta była dość długa i skomplikowana by ją przepisać. Kiedy zakończono przemowę, łuna światła słońca oświetliła lwiątka.
"No to teraz władza jest moja!"- pomyślała Mia i uśmiechnęła się. Wzięła szybko Dalię i pognała za stadem. Nehbu też zabrał synka i ruszył na swoje włości. Bardzo chciał powiedzieć synowi o tym co zaszło tamtego dnia, ale musiało to być ścisłą tajemnicą, według przysięgi. Mohatu miał się o tym nigdy nie dowiedzieć...
-Eeee, Nehbu?- zaczęła powoli lwica.
-Hmmm?- mruknął pod nosem lew.
-Widzę, że coś cię trapi... Więc o co chodzi?
-Myślę tak sobie o mojej siostrze Mii... ona ma taką ładną córkeczkę...- westchnął król.
-I co z tego?!- prychnęła z drobną ironią w głosie.
-To jest... cóż... ja bym po prostu chciał, żeby Mohatu, miał za żonę Dalię. - powiedział. Miriabi skwasiła minę. Wiedziała, że dla jej syna byłoby najlepiej znaleźć przyszłą małżonkę jak najszybciej, ale po prostu nie ufała za bardzo Mii. W ogóle jej nie lubiła. Ale w ten sposób nie chciała ranić Nehbu, więc się zgodziła. Trzeba jeszcze było ustalić to z Mią. Zielonooki lew zabrał małżonkę i kilka lwic ze sobą, a Mohatu został pod opieką Xyleny. Natomiast lwy ruszyły do Stada Ciemności. Tereny które wybrało sobie to stado były urodzajne i żyzne. Pierwsze kogo spotkali to właśnie Mię. Przywódczyni Stada Ciemności zdziwiła sie na ich widok.
-Witaj, bracie.- syknęła z arogancją.- Czego tutaj szukasz?
-Urodził nam się syn.- powiedział Nehbu z powagą.- Wiemy, że tobie urodziła się córka. Chcielibyśmy, żeby zostali zaręczeni.
-To byłby dla mnie i dla mojego stada wielki zaszczyt.- odpowiedziała Mia z drobnym rumieńcem. - Chętnie się na to zgodzę.
-Dobrze. A więc niech ceremonia odbędzie się jutro pod drzewem rajskich kwiatów. Najlepiej w samo południe.- rzekł lew. Pożegnał się z siostrą i wrócił do jaskini. Lecz Miriabi nadal nie wiedziała czy to dobry pomysł. Ale decyzji cofnąć już nie można było. Nazajutrz, w południe, zgodnie z umową Lwie Stado ruszyło na tereny Stada Ciemności. Pod drzewem rajskich kwiatów stała Mia, a za nią Tavo i reszta stada. Brązowa lwica siedziała przy szerokim głazie na którym położyła Dalię. Nehbu westchnął i podszedł do siostry, zostawiając za sobą stado i małżonkę. Przed córką Mii, położył Mohatu. Ta uśmiechnęła się do lewka przyjacielsko, lecz ten zrobił tylko zdziwioną minkę.
-Uroczyście ogłaszam, że Ceremonia Zaręczyn została otwarta!- przemówił władca Lwiego Stada.- Czas na złożenie tradycyjnej lwiej przysięgi.- po czym, położył łapę na sercu. Mia zrobiła to samo. Przysięga ta była dość długa i skomplikowana by ją przepisać. Kiedy zakończono przemowę, łuna światła słońca oświetliła lwiątka.
"No to teraz władza jest moja!"- pomyślała Mia i uśmiechnęła się. Wzięła szybko Dalię i pognała za stadem. Nehbu też zabrał synka i ruszył na swoje włości. Bardzo chciał powiedzieć synowi o tym co zaszło tamtego dnia, ale musiało to być ścisłą tajemnicą, według przysięgi. Mohatu miał się o tym nigdy nie dowiedzieć...
sobota, 30 czerwca 2012
Rozdział II - Narodziny
Słońce zaświeciło nad sawanną, zapowiadał się ciepły, letni dzień. Miriabi obudziła się jako pierwsza ze stada, gdyż zbudziły ją promienie słońca. Miała nieco opadnięte powieki, jako że całą noc nie spała z powodu częstych i nagłych bólów brzucha. Wstała powoli i spojrzała na swój brzuch.
"No tak, pewnie za parę dni urodzi się lwiątko." - pomyślała z uśmiechem. Spojrzała na swojego męża który jeszcze spał. Pochyliła się nad nim oraz liznęła go w policzek. Po czym wyszła z groty i udała się nad wodopój. Natomiast w grocie zbudził się niespodziewanie Egar. Poszczęściło mu się, bo wszyscy, łącznie z Nehbu jeszcze spali, a on miał szansę wykończyć króla. Podszedł do śpiącego lwa, wysunął długie, niestępione jeszcze pazury, podniósł łapę i już miał przeciąć tętnice w szyi Nehbu, gdy obudziła się Ebi. Zdziwiona spojrzała na Egara.
-Nie śpisz już?- szepnęła zaspana. Lew nie odpowiedział. Zgrzytnął tylko zębami ze złości, że mu się nie udało zabić króla. Wyszedł pospiesznie z jaskini i udał się w stronę wzgórz. Natomiast, szara lwica wstała i udała się tam gdzie wcześniej jej koleżanka - nad wodopój. Niespodziewanie lwice spotkały się tam. Jak zwykle chciały porozmawiać ze sobą. Obie położyły się na kamieniu który widniał tuż przy brzegu stawu.
-Wiesz Ebi... chcę ci wyznać pewien sekret...- zaczęła niepewnie błękitnooka.
-Co takiego?- dopytywała się Ebi z zaciekawieniem.
- Ja... ja jestem w ciąży!- wykrzyknęła szczęśliwa Miriabi.
-To cudownie! Miriabi gratulację!- mówiąc to objęła przyjaciółkę łapą.- I wiesz... ja też jestem w ciąży!
-Pawian Hekima mówił, że już dzisiaj mogę urodzić.- pochwaliła się brązowa.
-Ja też mogę urodzić dzisiaj, ale troszkę później od ciebie.
-Na razie Nehbu nic nie wie. A powiedziałaś o tym Egarowi?- spytała Miriabi.
-Nie, jeszcze nie.- odpowiedziała Ebi. - On tylko wie, że Mia i Xylena są w ciąży.
Lwice były bardzo podekscytowane ciążą. Ale postanowiły powiedzieć o tym swoim mężom dopiero o zmierzchu. Wreszcie nastała ich upragniona chwila. Miriabi leżała w grocie i czekała na powrót Nehbu. Kiedy lew wszedł, otarli się nosami. Miriabi ciągle nie miała odwagi powiedzieć mężowi o ciąży, ale i tak prędzej czy później by się wydało.
-Nehbu... muszę ci o czymś powie... AAAAŁŁŁ!- zawyła nagle z bólu przywódczyni.
-Kochanie, co się stało?- Nehbu był cały przerażony. Nie wiedział kompletnie co robić.
-Ja.. ja rodzę! Ał! Biegnij po Hekimę! Już!- dyszała brązowa. Hekima był pawianem, dostępnym do dyspozycji każdemu zwierzęciu potrzebującemu pomocy. Nehbu ufał szamanowi i pobiegł do niego. Droga do jego baobabu nie była daleka. Jednak kiedy go przyprowadził do jaskini, Miriabi leżała wyczerpana na ziemi, ale nie widać było, że ją coś boli. Za to odsłoniła spod łapy małą, złotawą kulkę. Malutkie, słodkie i puszyste lwiątko.
-Hekima, to chłopczyk czy dziewczynka?- zapytał kipiąc z radości Nehbu. Pawian zachchotał, podszedł do młodej matki i obejrzał lwiątko.
-Masz syna, panie.- powiedział pawian. Królewska para, pozwoliła odejść szamanowi, chcieli teraz spędzić jaki najwięcej czasu z synkiem. Miał on ciemnozłotą sierść, pomarańczowe oczy i kępkę rudawo-brązowej grzywy. Nazwano go Mohatu. Kilka godzin po porodzie, wszystkie lwice w stadzie wiedziały o synu Miriabi i Nehbu. Tylko jeszcze Egar nic o tym nie wiedział. Był sam w innej grocie, chodził w kółko i zastanawiał się dalej, jak pozbyć się Nehbu. Nagle przyszła do niego Ebi.
-Nie uwierzysz Egar, jakie mam dla ciebie wesołe wieści!- promieniała szara lwica.
-Co się stało? Nehbu umarł? Zginęła Miriabi? Mia została zamordowana? A może zmarła Xylena?- dopytywał się przejęcie Egar.
-Nie, nic się takiego nie stało. Po prostu Nehbu ma syna.
W Egarze coś zabulgotało. Był wściekły. Chlasnął lwicę pazurami, a ta poleciała w głąb groty.
-TO SĄ TWOIM ZDANIEM DOBRE WIEŚCI?!- ryknął.
-Egar! Ja... ja , ja rodzę!- wybełkotała lwica.
-Co?
Poród Ebi jednak nie trwał długo. W końcu urodziła śliczną córeczkę. Egar nie cieszył się z córki, ale zaakceptował ją. Zauditu, bo tak ją nazwano, posiadała jasno-kremowe futerko, oraz niebieskie oczy. W tym dniu urodziły się jeszcze dwa lwiątka - córka Tavo i Mii, którą nazwali Dalia. Była ona jasnobrązowa z turkusowymi oczami. No i Xylenie i Ixanowi urodził się też syn. Jego imię to było Luxan. Miał, ciemnozłotą sierść, ciemnobrązowe oczy, oraz jasnobrązową kępkę grzywy. Co dziwne, jego drugie ucho było ciemnobrązowe. Tak zakończył się "Wielki Dzień Narodzin".
czwartek, 28 czerwca 2012
Rozdział I - I tak to się zaczęło...
Za nim jeszcze powstała Lwia Ziemia wszystkie zwierzęta żyły w kompletnej rozsypce. W zależności od danego gatunku, zwierzyna mieszkała w stadach, na określonych, niewielkich terytoriach. Jednak nasza historia rozpoczyna się w Lwim Stadzie. W tamtych czasach, władał nim lwi przywódca Nehbu. Był to lew o jasno-kremowej sierści, bujnej grzywie w kolorze gorzkiej czekolady i zielonych oczach, a jego wybranką była Miriabi, brązowa lwica z niebieskimi oczami i charakterystycznymi, białymi obwódkami wokół uszu. Nehbu miał też siostrę Mię, również brązową lwicę, lecz miała ona na czole kremowe znamię w kształcie diamentu i płomienne oczy. Jednak lwy rzadko się widywały , gdyż była wtedy taka tradycja, że gdy lwica wychodzi za mąż, musi zamieszkać w stadzie swego partnera. W przypadku Mii, był to silnie zbudowany lew, o brązowo-purpurowej sierści, czarnej grzywie i turkusowych oczach. Zwał się Tavo.Tak samo było w przypadku przyszywanej kuzynki Miriabi, Xyleny, która wyszła z Ixana, lwa z Rajskiego Stada. Ten lew z kolei miał sierść w kolorze toffi, rudawą grzywę i niebieskie oczy, Xylena za to wyglądała jak Zira, tylko była jaśniejsza i nie miała nadgryzionego ucha. Wydawałoby się, że wszyscy są szczęśliwy z tego powodu, że Nehbu jest królem. Ale był lew, który po prostu nienawidził go i chciał odebrać mu władzę. Był to również członek Lwiego Stada. Zwał się Egar, z czarną grzywą, zielonymi oczami i miodową sierścią. Był arognacki, leniwy ale za to silny. Wszystkie lwice były obrzydzone Egarem, oprócz jednej lwicy, Ebi. Miała srebrno-omszałą sierść, ciemne ślepia i dwie szramy na lewym oku. Była to też najlepsza przyjaciółka Miriabi. Lecz inne lwice nie darzyły ją zaufaniem. Uznawały, że jak jest żoną Egara to tylko pójdzie w ślady męża. Ale Ebi była dobrą lwicą w przeciwieństwie do męża. I tak się to wszystko zaczęło...
Subskrybuj:
Posty (Atom)







